
Nie stoją przy drogach. Nie pracują w podrzędnych agencjach, schowanych w mieszkaniach starych kamienic w centrum. Umawiają się tylko z eleganckimi biznesmenami z “wypchanym portfelem”. Dlaczego? Bo nie są tanie. Noc z nimi kosztuje nawet kilka tysięcy złotych! Luksusowe prostytutki zdradzają serwisowi NaSygnale.pl, czemu ich ciała są takie drogie.
Niełatwo było nam namówić kobiety trudniące się najstarszym zawodem świata do zwierzeń. Szczególnie ich “luksusowe” wersje. Większość z nich, słysząc słowo: “dziennikarz” rzucała słuchawką. Inne tłumaczyły, że mówienie o tym, co robią jest dla nich zbyt trudne… Dlaczego?
- To nic przyjemnego opowiadać, ile bierzemy za robienie loda, ile kosztuje numerek bez gumki lub czy całujemy klientów – powiedziała Alicja. – Jeśli chcesz wiedzieć, przyjdź i zapłać, wtedy się dowiesz! – rzuciła zdenerwowana, po czym rozłączyła się.
Po kilku nieudanych próbach do rozmowy udało się przekonać Karinę. 24-latka jest wysoką, szczupłą brunetką. Na zdjęciach zamieszczonych na portalu towarzyskim kusi czerwoną, koronkową bielizną, pończochami i czarnymi szpilkami. Można ją znaleźć w zakładce “lux” – tych najdroższych. Dlaczego? To ustalam w trakcie rozmowy, na którą udaje mi się umówić.
Sposób na znalezienie partnera?
Katrina przyjechała do Polski trzy lata temu z Moskwy. Studiowała psychologię. Dobrze zna język polski, rosyjski i angielski. Kiedyś pracowała jako tłumaczka, dziś sprzedaje w sklepie z galanterią skórzaną. Do wysłania ogłoszenia towarzyskiego namówiła ją koleżanka. Początkowo były to zwykłe anonse. Zgłaszali się jednak mężczyźni, których nie interesowała “gra wstępna”, czyli randki, romantyczne kolacje i wypady do kina.
- Oddzwaniali do mnie faceci, którzy nie mieli za grosz kultury i niczego do zaoferowania, a wymagania stawiali wysokie. Każdy od razu chciał zaciągnąć do łóżka i wykorzystać, a ja chciałam tylko znaleźć partnera… – wspomina Katrina.
Jej marzenia o poznaniu księcia z bajki prysnęły jak bańka mydlana. Wtedy zrodził się pomysł, by za spotkania jednak brać pieniądze. I to nie małe. Jak sama przyznaje, wysoka cena jest proporcjonalna do tego, jakie mniemanie ma o sobie dziewczyna.
- Szanuję siebie, dlatego cena jest wysoka. Tanie dziewczyny są dla takich mężczyzn, którym jest obojętne, z kim to robią. Oni chcą tylko przyjemności i szybkiej zabawy. Mnie interesuje tylko inteligentny, zadbany człowiek, o wysokiej kulturze osobistej. Taki, który w łóżku potrafi dać przyjemność także kobiecie – mówi serwisowi NaSygnale.pl Katrina.
“Zadbany człowiek” musi też mieć “zadbane” konto w banku. Godzina z Katriną kosztuje 600 złotych. Ci którzy zechcą spędzić z nią noc, obudzą się z portfelem chudszym o 3 tysiące złotych. Nie licząc kosztów kolacji i pokoju w hotelu.
24-latka tłumaczy, że takie sumy odstraszają tych, którzy oczekują jedynie szybkiego numerka. W swoim anonsie wprost zaznacza, że poszukuje “zamożnego mężczyzny”, który będzie potrafił “nieskąpo traktować kobietę – jak w życiu, tak i w łóżku”.
- Dla mnie to trochę żywiołowe, żeby z każdym iść do łóżka. Ten, który naprawdę chce partnerki na spotkania, ale nie tylko na seks, będzie potrafił się za to odwdzięczyć – tłumaczy Rosjanka. – Gdyby chodziło mi tylko o pieniądze, to cena byłaby niższa, bo przecież kobieta może przez siebie nie wiadomo ilu facetów przepuścić w ciągu nocy, żeby tylko zarobić – dodaje.
Mimo że oferuje usługi seksualne (choć wprost o tym nie mówi), nie lubi nazywać się prostytutką, nawet taką luksusową. Zapytana o to, co oferuje za te 600 zł, zaczyna się denerwować.
- Bardzo nie lubię pytania, co wliczane jest w cenę godziny ze mną. Od razu im mówię, żeby dzwonili do tanich prostytutek, które mają cenniki za konkretne usługi. Ja oferuję spotkania, podczas których wszystko może się wydarzyć. Jeśli mężczyzna będzie atrakcyjny pójdziemy do łóżka i obydwoje będziemy robić to, na co nam przyjdzie ochota. Jeśli mi się nie spodoba, zrezygnuję – tłumaczy Katrina.
Źródło: nasygnale.pl